Jesiennie
Dawno nic nie pisałam. Zaglądałam wprawdzie na Wasze blogi, ale nie mogłam zebrać się do napisania czegoś na swoim. Wróciłam do pracy po 3 tygodniach urlopu i od razu ruszyłam z kopyta , zebrało się trochę zaległości, a oprócz tego zbliżam się wielkimi krokami do najgorętszego miesiąca w mojej pracy-października. Więc przygotowuję się do niego jak mogę najrzetelniej. Po powrocie do domu czeka mnie gotowanie obiadu, sprzątanie, prasowanie i nagle robi się wieczór i na nic nie mam już siły.
Ale nie przeszkadza mi to cieszyć się ostatnimi promyczkami letniego słońca, wystawiam do niego twarz i pasę się tym ciepłem , by zapamiętać go na ciemne, zimowe miesiące.
Jesień nie jest dla mnie smutną porą. Uwielbiam kolorowe liście szeleszczące pod nogami, promienie słońca przebijające przez obsypane kolorami korony drzew, plątające się pod nogami kasztany, poranne mgły i rosę osiadającą na krzewach, wrzosy, astry, robienie przetworów na zimę... Jak niedźwiedź , powoli moszczę sobie wygodne legowisko na deszczowe dni i chłodne wieczory. Mam swój ulubiony fotel, obok regału z książkami, w którym zwijam się w kłębek i czytam, robię na drutach, oglądam filmy, delektuję się domową naleweczką. Książek zgromadziłam przez wiosnę i lato bardzo dużo, kupuję je nałogowo, więc będzie co czytać. Cały czas dziergam chusty , rozpocznę też robienie kominów i czapek na zimę , mam zamiar przygotować jakieś prezenty świąteczne . A naleweczki pozostały z zeszłego roku, a w słoju robi się tegoroczna- z owoców bzu czarnego. Dostałam go w tym roku bardzo dużo od znajomych. Cieszę się bardzo, bo w zeszłym roku zrobiłam próbnie 2 butelki soku z tych owoców i okazał się bardzo pomocny przy chorobach gardła. Działa napotnie, rozgrzewa, pomaga w leczeniu przeziębienia, bóli głowy. W tym roku więc zamówiłam więcej owoców i zrobiłam sok, dżemy bzowo-gruszkowe i nalewkę.
Podaję bardzo prosty przepis na sok:
3 kg owoców ( najlepiej obierać je z kiści widelcem)
1,5 l wody
1 kg cukru.
Owoce obrane z baldachów i delikatnie opłukane wrzucamy do garnka i zalewamy wodą. Gotujemy na małym ogniu przez 2 godziny. Po tym czasie dodajemy cukier i znów gotujemy 2 godziny. Odcedzamy owoce, a sok przelewamy do butelek. Przechowujemy w ciemnym miejscu. Owoce przechowuję w słoikach, są bardzo słodkie i zajadam się nimi jak konfiturą.
Dokonałam tez trochę zmian kolorystycznych w mieszkaniu. Biele , niebieskości i granaty zastąpiłam kolorami jesieni. Ściany w pokoju wypoczynkowym są popielate. Dotychczasowe białe zasłony zastąpiłam popielatymi , dodałam nowe poduszki na kanapę , dynie ozdobne, miętową kankę, suszoną lawendę....
Zasłony, poduszki i kanka to nowe nabytki z IKEA. Niestety , zdjęcia robiłam wieczorem i kolory mogą być lekko przekłamane, ale popatrzcie:
Pozdrawiam gorąco i słonecznie , mimo szeleszczącego za oknem deszczu:)
16 wrz 2013
29 sie 2013
Ocalone z przeszłości
To mój ostatni tydzień urlopu, od poniedziałku praca. Powoli zaczynam wracać do niej myślami, już denerwuję się czekającymi mnie obowiązkami: będzie baaaardzo pracowicie i nerwowo. Ale cóż... życie....
Ostatnie chwile wolności spędzam więc na leniwie celebrowanych śniadaniowych kawkach, czytaniu, trochę porządkuję mieszkanie, robię na drutach, słucham muzyki wygrzewając się w ostatnich letnich promieniach słoneczka, spaceruję oglądając wystawy. Często odwiedzam ciucholandy , które są dla mnie głównie źródłem tanich tkanin. Kupione zasłony, poszwy, obrusy przerabiam na poduszki, obrusiki.
Czasami trafi mi się coś naprawdę ciekawego, jakaś koronkowa serweta, czy haftowany obrus.
Ostatnia moja wizyta w takim przybytku zaowocowała rzeczami , które zapachniały przeszłością i przypomniały mi dom mojej babci i rzeczy, którymi się otaczała .
To dwie kosmetyczki, portfeliki? Nie wiem właściwie do czego służyły, ale ja postanowiłam pierwszą z nich przeznaczyć na etui na chusteczki higieniczne bądź telefon, a drugą jako kosmetyczkę.
Znalazłam także haftowane ręcznie "wieszadełko". Zawiśnie w mojej biało-niebieskiej kuchni i posłuży jako pojemnik na korki.
I na koniec serwetki. Czerwona poczeka na święta.
A na koniec pokażę Wam moje wakacyjne wyroby. Nadal są to chusty-prezenty na zbliżające się imieniny i urodziny przyjaciół i znajomych. Będą jak znalazł na jesienne chłody. Następna z chust będzie już dla mnie.
Pozdrawiam :)
To mój ostatni tydzień urlopu, od poniedziałku praca. Powoli zaczynam wracać do niej myślami, już denerwuję się czekającymi mnie obowiązkami: będzie baaaardzo pracowicie i nerwowo. Ale cóż... życie....
Ostatnie chwile wolności spędzam więc na leniwie celebrowanych śniadaniowych kawkach, czytaniu, trochę porządkuję mieszkanie, robię na drutach, słucham muzyki wygrzewając się w ostatnich letnich promieniach słoneczka, spaceruję oglądając wystawy. Często odwiedzam ciucholandy , które są dla mnie głównie źródłem tanich tkanin. Kupione zasłony, poszwy, obrusy przerabiam na poduszki, obrusiki.
Czasami trafi mi się coś naprawdę ciekawego, jakaś koronkowa serweta, czy haftowany obrus.
Ostatnia moja wizyta w takim przybytku zaowocowała rzeczami , które zapachniały przeszłością i przypomniały mi dom mojej babci i rzeczy, którymi się otaczała .
To dwie kosmetyczki, portfeliki? Nie wiem właściwie do czego służyły, ale ja postanowiłam pierwszą z nich przeznaczyć na etui na chusteczki higieniczne bądź telefon, a drugą jako kosmetyczkę.
Znalazłam także haftowane ręcznie "wieszadełko". Zawiśnie w mojej biało-niebieskiej kuchni i posłuży jako pojemnik na korki.
I na koniec serwetki. Czerwona poczeka na święta.
A na koniec pokażę Wam moje wakacyjne wyroby. Nadal są to chusty-prezenty na zbliżające się imieniny i urodziny przyjaciół i znajomych. Będą jak znalazł na jesienne chłody. Następna z chust będzie już dla mnie.
Pozdrawiam :)
23 sie 2013
Mój Rzym.
W niedzielę wieczorem wróciłam z Rzymu. To były tylko cztery dni i aż cztery. Tylko cztery, bo chciałoby się pobyć dłużej, spokojnie powłóczyć się po uliczkach, posmakować atmosferę wiecznego miasta,zadumać się w galeriach nad doskonałością człowieka, popróbować smaków lokalnej kuchni.....
Aż cztery, bo w tyle dni zobaczyłam wszystko co chciałam, czasami pobieżnie, ale jednak. Zapomniałam o zmęczeniu, starałam się nie myśleć o bąblach na stopach , a tylko chłonąć piękno. Zjadłam pyszną włoską pizzę i świetne spaghetti z serem pecorino i czarnym pieprzem na Zatybrzu oraz obłędne lody w lodziarni przy Panteonie.
I zachwyciło mnie to miasto, gdzie starożytność i historia tak doskonale współgra ze współczesnością, gdzie życie toczy się na luzie, bez zadęcia i sztywniactwa, a ludzie uśmiechają się do siebie i okazują zyczliwość na każdym kroku.
Wrzuciłam monetę do Fontanny di Trevi , by wrócić do Rzymu , a na razie przetrawiam to co widziałam, doczytuję o miejscach, które mnie zachwyciły, chcę wiedzieć jak najwięcej. Tak jak chce się wiedzieć jak najwięcej o osobie , która stała się nam bliska.
Popatrzcie:
Pozdrawiam i życzę Wam udanego weekendu:)
W niedzielę wieczorem wróciłam z Rzymu. To były tylko cztery dni i aż cztery. Tylko cztery, bo chciałoby się pobyć dłużej, spokojnie powłóczyć się po uliczkach, posmakować atmosferę wiecznego miasta,zadumać się w galeriach nad doskonałością człowieka, popróbować smaków lokalnej kuchni.....
Aż cztery, bo w tyle dni zobaczyłam wszystko co chciałam, czasami pobieżnie, ale jednak. Zapomniałam o zmęczeniu, starałam się nie myśleć o bąblach na stopach , a tylko chłonąć piękno. Zjadłam pyszną włoską pizzę i świetne spaghetti z serem pecorino i czarnym pieprzem na Zatybrzu oraz obłędne lody w lodziarni przy Panteonie.
I zachwyciło mnie to miasto, gdzie starożytność i historia tak doskonale współgra ze współczesnością, gdzie życie toczy się na luzie, bez zadęcia i sztywniactwa, a ludzie uśmiechają się do siebie i okazują zyczliwość na każdym kroku.
Wrzuciłam monetę do Fontanny di Trevi , by wrócić do Rzymu , a na razie przetrawiam to co widziałam, doczytuję o miejscach, które mnie zachwyciły, chcę wiedzieć jak najwięcej. Tak jak chce się wiedzieć jak najwięcej o osobie , która stała się nam bliska.
Popatrzcie:
Pozdrawiam i życzę Wam udanego weekendu:)
11 sie 2013
Bujanka
Wczoraj wieczorem po raz drugi odwiedziła mnie bujanka, tzn. moją skrzynkę z surfiniami. To dziwny i śmieszny owad, zwany też kukułczym kolibrem. Ma okrągłe, kulkowate ciałko, pokryte długimi, sztywnymi włoskami, skrzydełka , które z prędkością światła młócą powietrze i długachny ryjek, którym "tankuje" nektar z wnętrza kwiatu. Nic nie wiedziałam o jej istnieniu , dopóki nie pojawiła mi się nad głową . Krzyknęłam z zachwytem, myśląc , że to mały koliber, ale po chwili zobaczyłam ją w całej okazałości jak ginie w wiszącej nad moją głową surfinii. A wczoraj wieczorem dobijała mi się do szyby, szalejąc znowu w parapetowych kwiatach. Z tego co wyczytałam w internecie potrafią zawisać w powietrzu nie tylko po to , by zdobyć pokarm, ale też z powietrza podrzucają swoje jaja. Wyszukują gniazda zakładane przez pszczolinki i zawisając nad nimi celują w nie z iście bombową siłą swoimi jajeczkami, które wcześniej odpowiednimi gruczołami otaczają ziarenkami piasku, by były cięższe i trafiały z bombową siłą w miejsce, które mateczka wybierze:) Tam wylęgają się po pewnym czasie larwy, które żywią się larwami gospodarza gniazda, aż przekształcają się w poczwarkę. Zimuje ona w gnieździe , a na wiosnę wykluwa się dorosły owad. Prawda, że ciekawe stworzonko? A oto jego zdjęcie, które znalazłam w internecie:
Minął pierwszy tydzień mojego urlopu. W domu, chroniąc się przed upałami , czytałam, trochę szyłam, robiłam zaległe porządki. Strasznie szybko pędzi czas na urlopie:( Żal....
15 sierpnia wylatuję ze znajomymi na 4 dni do Rzymu. Zdjęcia będą:)
Tymczasem chcę Wam napisać o książce, którą przeczytałam ostatnio. To "Dom wiatru" Titanii Hardie.
Świetna książka, polecam ją każdemu, idealna na wakacje, odstresowująca, wciągająca.Jej akcja toczy się na dwóch płaszczyznach: w San Francisco 2007 roku i w Toskanii w 1347 roku. Kobiety oddzielone stuleciami szukają swojego miejsca w życiu, miłości, spełnienia . Domyślamy się, że łączą ich także więzy pokrewieństwa. Dużo w tej książce mądrych myśli, magii, podświadomości, pamięci pokoleń.....
Goooooorąco polecam:)
Pozdrawiam:)
Wczoraj wieczorem po raz drugi odwiedziła mnie bujanka, tzn. moją skrzynkę z surfiniami. To dziwny i śmieszny owad, zwany też kukułczym kolibrem. Ma okrągłe, kulkowate ciałko, pokryte długimi, sztywnymi włoskami, skrzydełka , które z prędkością światła młócą powietrze i długachny ryjek, którym "tankuje" nektar z wnętrza kwiatu. Nic nie wiedziałam o jej istnieniu , dopóki nie pojawiła mi się nad głową . Krzyknęłam z zachwytem, myśląc , że to mały koliber, ale po chwili zobaczyłam ją w całej okazałości jak ginie w wiszącej nad moją głową surfinii. A wczoraj wieczorem dobijała mi się do szyby, szalejąc znowu w parapetowych kwiatach. Z tego co wyczytałam w internecie potrafią zawisać w powietrzu nie tylko po to , by zdobyć pokarm, ale też z powietrza podrzucają swoje jaja. Wyszukują gniazda zakładane przez pszczolinki i zawisając nad nimi celują w nie z iście bombową siłą swoimi jajeczkami, które wcześniej odpowiednimi gruczołami otaczają ziarenkami piasku, by były cięższe i trafiały z bombową siłą w miejsce, które mateczka wybierze:) Tam wylęgają się po pewnym czasie larwy, które żywią się larwami gospodarza gniazda, aż przekształcają się w poczwarkę. Zimuje ona w gnieździe , a na wiosnę wykluwa się dorosły owad. Prawda, że ciekawe stworzonko? A oto jego zdjęcie, które znalazłam w internecie:
Minął pierwszy tydzień mojego urlopu. W domu, chroniąc się przed upałami , czytałam, trochę szyłam, robiłam zaległe porządki. Strasznie szybko pędzi czas na urlopie:( Żal....
15 sierpnia wylatuję ze znajomymi na 4 dni do Rzymu. Zdjęcia będą:)
Tymczasem chcę Wam napisać o książce, którą przeczytałam ostatnio. To "Dom wiatru" Titanii Hardie.
Świetna książka, polecam ją każdemu, idealna na wakacje, odstresowująca, wciągająca.Jej akcja toczy się na dwóch płaszczyznach: w San Francisco 2007 roku i w Toskanii w 1347 roku. Kobiety oddzielone stuleciami szukają swojego miejsca w życiu, miłości, spełnienia . Domyślamy się, że łączą ich także więzy pokrewieństwa. Dużo w tej książce mądrych myśli, magii, podświadomości, pamięci pokoleń.....
Goooooorąco polecam:)
Pozdrawiam:)
30 lip 2013
Zakupowe szaleństwo
Ten weekend spędziłam na leniwych, babskich , niezwykle przyjemnych zakupach. Ostatnio łapię się na tym, że omijam sklepy z ciuchami, a pędzę do tych z wyposażeniem wnętrz . Moje kuchenne szafki i komody nie bardzo mogą już pomieścić nowych nabytków, ale na widok różnych śliczności staram się o tym zapomnieć i kupuję!!:)
Tym razem zaliczyłam wyprzedaże w Zara Home. Bardzo odpowiada mi ich asortyment, ale ceny powalają. Staram się więc dopaść coś przecenionego i oto wyniki piątkowych zakupów:
Serwetki są na tyle duże , że mogę ich używać jako obrusików.
Dodatkowo dzisiaj dotarły do mnie zamówione rzeczy ze sklepu internetowego Live Beatifully.
Oto one:
A w międzyczasie, w oczekiwaniu na urlop , wydziergałam kolejną chustę . Tym razem w odcieniach zieleni.
Prezent dla koleżanki.
I jeszcze dla kochających książki. Przeczytałam "Zmyślone życie Siergieja Nabokova" Russella Paula.
To oparta na faktach opowieść o życiu młodszego brata Vladimira, jąkały i homoseksualisty, żyjącego w cieniu brata-geniusza. Poznajemy życie przedrewolucyjnej Rosji, wchodzimy za kulisy Baletu Rosyjskiego z jego największymi sławami, na sale wykładowe Cambridge, bierzemy udział w opiumowych wieczorach z Cocteau, by w końcu wylądować w targanym wojną Berlinie.
Ciekawa, barwna książka, pozwalająca poznać dużo faktów z życia Nabokova-pisarza, jego brata i całej rodziny , a także szalonego, opętańczego życia bohemy artystycznej tego okresu.
Polecam:)
Pozdrawiam
Ten weekend spędziłam na leniwych, babskich , niezwykle przyjemnych zakupach. Ostatnio łapię się na tym, że omijam sklepy z ciuchami, a pędzę do tych z wyposażeniem wnętrz . Moje kuchenne szafki i komody nie bardzo mogą już pomieścić nowych nabytków, ale na widok różnych śliczności staram się o tym zapomnieć i kupuję!!:)
Tym razem zaliczyłam wyprzedaże w Zara Home. Bardzo odpowiada mi ich asortyment, ale ceny powalają. Staram się więc dopaść coś przecenionego i oto wyniki piątkowych zakupów:
Dodatkowo dzisiaj dotarły do mnie zamówione rzeczy ze sklepu internetowego Live Beatifully.
Oto one:
A w międzyczasie, w oczekiwaniu na urlop , wydziergałam kolejną chustę . Tym razem w odcieniach zieleni.
Prezent dla koleżanki.
I jeszcze dla kochających książki. Przeczytałam "Zmyślone życie Siergieja Nabokova" Russella Paula.
To oparta na faktach opowieść o życiu młodszego brata Vladimira, jąkały i homoseksualisty, żyjącego w cieniu brata-geniusza. Poznajemy życie przedrewolucyjnej Rosji, wchodzimy za kulisy Baletu Rosyjskiego z jego największymi sławami, na sale wykładowe Cambridge, bierzemy udział w opiumowych wieczorach z Cocteau, by w końcu wylądować w targanym wojną Berlinie.
Ciekawa, barwna książka, pozwalająca poznać dużo faktów z życia Nabokova-pisarza, jego brata i całej rodziny , a także szalonego, opętańczego życia bohemy artystycznej tego okresu.
Polecam:)
Pozdrawiam
20 lip 2013
Chusta w kolorach mgły
Jestem już bardzo zmęczona: pracą, codziennymi obowiązkami, tempem życia. Tydzień biegnie za tygodniem, a dni są tak podobne do siebie , że czasami mylą mi się daty. Z nadzieją czekam więc na urlop, który rozpoczynam 5 sierpnia. Nigdzie nie wyjeżdżam na dłużej, jedynie w połowie sierpnia spędzę cztery dni w Rzymie, ale już cieszę się na leniwe poranne kawki, czytanie książek na leżaku, dogadzanie sobie kulinarnie, rowerowe wycieczki i długie spacery. Zamierzam odnowić kilka mebli, poszyć trochę drobiazgów.....same przyjemności:)
Na razie wykonałam chustę w odcieniach mgły. Robi się ją bardzo szybko i bez trudności, a efekt przy zastosowaniu cieniowanej włóczki Himalaya jest bardzo fajny.
Teraz robię drugą , w odcieniach zieleni, dla koleżanki.
Życzę udanego weekendu:)
Jestem już bardzo zmęczona: pracą, codziennymi obowiązkami, tempem życia. Tydzień biegnie za tygodniem, a dni są tak podobne do siebie , że czasami mylą mi się daty. Z nadzieją czekam więc na urlop, który rozpoczynam 5 sierpnia. Nigdzie nie wyjeżdżam na dłużej, jedynie w połowie sierpnia spędzę cztery dni w Rzymie, ale już cieszę się na leniwe poranne kawki, czytanie książek na leżaku, dogadzanie sobie kulinarnie, rowerowe wycieczki i długie spacery. Zamierzam odnowić kilka mebli, poszyć trochę drobiazgów.....same przyjemności:)
Na razie wykonałam chustę w odcieniach mgły. Robi się ją bardzo szybko i bez trudności, a efekt przy zastosowaniu cieniowanej włóczki Himalaya jest bardzo fajny.
Teraz robię drugą , w odcieniach zieleni, dla koleżanki.
Życzę udanego weekendu:)
15 lip 2013
Pled
Trwa deszczowy i chłodny weekend. Najlepsza pora na odrabianie zaległości w czytaniu i robótkach.
Wczoraj skończyłam wreszcie robiony od wielu tygodni pled z babcinych kwadratów.
To moja druga tego typu robótka, wcześniej wydziergałam niewielki kocyk dla nowo narodzonej Amelki. Ten jest dla mnie, w moich ulubionych kolorach:) Muszę przyznać , że babcine kwadraty niesamowicie wciągają. Już myślę o kolejnych pledach, a może w przyszłości narzucie na łóżko: lekkiej jak mgiełka i pastelowej? Na razie jednak rozpocznę chustę z cieniowanej włóczki Himalaya.
Pozdrawiam:)
Trwa deszczowy i chłodny weekend. Najlepsza pora na odrabianie zaległości w czytaniu i robótkach.
Wczoraj skończyłam wreszcie robiony od wielu tygodni pled z babcinych kwadratów.
To moja druga tego typu robótka, wcześniej wydziergałam niewielki kocyk dla nowo narodzonej Amelki. Ten jest dla mnie, w moich ulubionych kolorach:) Muszę przyznać , że babcine kwadraty niesamowicie wciągają. Już myślę o kolejnych pledach, a może w przyszłości narzucie na łóżko: lekkiej jak mgiełka i pastelowej? Na razie jednak rozpocznę chustę z cieniowanej włóczki Himalaya.
Pozdrawiam:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















